Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sygnały uspokajające. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sygnały uspokajające. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 sierpnia 2012

Psi ukłon

Jeden z najbardziej wyraźnych psich sygnałów.
Najczytelniejsza zachęta do zabawy jaką psy komunikują swoim pobratymcom i nam.
Przednie łapy wyprostowane, leżą na ziemi, podobnie jak klatka piersiowa, zależnie od budowy wygląda to mniej lub bardziej komicznie. Pupa wypięta do góry i ogon majtający na boki, kręcący młynki lub wyczyniający najdziksze cuda.
Turid Rugaas nazywa to "pozycją zapraszającą do zabawy". Mnie najbardziej kojarzy się z ukłonem gdy w tańcu dworskim spotyka się dwoje nowych towarzyszy zabawy.
To co? Zatańczymy? :)

Chcesz sprawdzić jak to działa? Ugnij lekko nogi w kolanach i uderz o nie płaskimi dłońmi. I jaka jest reakcja Twojego psa? Jeśli nie zadziałało, możesz spróbować kucnąć i uderzyć dłońmi o podłogę.

Nie zawsze pozycja z ugiętymi przednimi łapami komunikuje zachętę do zabawy. Pies chcący gwałtownym skokiem odstraszyć przeciwnika również często obniży pozycję.

Oblizywanie nosa

Kolejny sygnał uspokajający zaobserwowany i opisany przez Turid Rugaas. Pies oblizuje nos lub pysk, żeby dać znać, że nie chce konfrontacji, czuje się speszony sytuacją.
Tutaj Kaja wyraźnie pokazuje Brunowi, że
w tak bliskim kontakcie z nim czuje się niekomfortowo.

Bruno grzecznie zwiększył dystans odsuwając pysk, co natychmiast spowodowało, że Kaja poczuła się bezpieczniej. Rozluźniony, lekko otwarty pysk i cofnięta do naturalnej pozycji głowa, pokazują, że jej mięśnie nie są napięte.

Kolejnym dość łatwym do zauważenia sygnałem uspokajającym jest ziewanie... Nie zawsze jednak oznacza ono, że pies czuje się niekomfortowo w danej sytuacji. Tutaj oznacza tylko, że...

... Kaja zmęczyła się na spacerze i jest śpiąca :)

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Psie stado


Psie stado na spacerze.
Część znanego Ci już boys bandu.
Tym razem chłopcy pokazują się w kwartecie monochromatycznym - wszystkie odcienie od kości słoniowej do starego złota.
Jest Mac mieszaniec golden retrievera i Kubi whippet. Dwaj bracia mieszkający w jednym domu.
Do tego dwa labradory większy i ciemniejszy Hector (ten który się odchudza) i Maks - lżejszy, jaśniejszy, jedyny niekastrowany w tym stadku.
Dlaczego znów Ci ich pokazuję?
Bo znów odbyłam nie wiem ile spacerowych rozmów zaczynających się pytaniem "pies czy suka?".
Mit, że tylko pies z suką się dogada, i że się dogada trwa dzielnie na pozycji.
Ja zawsze odpowiadam dość przewrotnie - suka, więc jeżeli Pana/Pani to pies to się nie będą bawić.
Co zresztą prawdopodobnie się sprawdzi.
Owca wyjątkowo nie lubi namolnych samców zaczynających znajomość od bezpardonowego wsadzania nosa pod ogon.
A nieśmiertelne pytanie to zadają chyba głównie właściciele niekastrowanych psów. W stadzie na zdjęciach jedyny niekastrowany Maks ma wyjątkowo zrównoważony temperament i bardzo stoickie podejście do życia. Póki nikt go nie zaczepia to nie widzi powodów do specjalnego interesowania się psami. Jak ktoś go zaczepia, to znaczy, że należy zabrać swój patyczek i udać się w spokojniejsze miejsce.
Pozostali trzej panowie od czasu do czasu urządzają sobie sparingi. Mac z Hesiem w zapasach, Mac z Kubim w ganiankach. Hector i Kubi nie interesują się sobą przesadnie.
Wszystkie ich przepychanki, mimo, że mają na celu ustalenie takich kwestii jak np. czyj to jest patyczek, albo kto stał pierwszy w kolejce do głaskania obywają się bez agresji. Nie wymagają ingerencji człowieka. Czasem pada moje krótkie znudzone "Panowie dość", zazwyczaj w stronę duetu Mac i Kubi.
Potem następuje absolutnie zgodne wylegiwanie się bok w bok, albo nos w nos,
wycieczki do "Szwajcarii" - miska z wodą to ich terytorium neutralne i inne zabawy, a czasem powrót do Macowo-Hesiowych zapasów.
Jest jeszcze parę takich spacerowych, socjalizacyjnych mitów, które zawsze mnie zadziwiają: nie dogada się mały z dużym, czarny z białym etc. Ale to może już innym razem z innymi zdjęciami.

Na koniec mój absolutnie ulubiony mit spacerowy jak pies ma łaciate podniebienie, to jest agresywny - tu odrobina sarkazmu - oczywiście, ponieważ układ pigmentacji na skórze i błonach śluzowych ma zasadniczy wpływ na temperament! 












środa, 4 lipca 2012

Psie stado

Klasyczny boys band:
Chudy - trochę dziki,
Duży - łagodny, ale nie pozwala innym podskoczyć
Gruby - jak to misiek, ciepły i przytulny
Mały - słodki i trochę zadziorny
Młody - wesoła maskotka wszystkich.

 
No i która panna nie znajdzie tu kogoś do zakochania?

Owca, na przykład, zdecydowanie wybiera Małego 
Ja nie mogę się zdecydować na jednego... 
To w końcu mój boys band. To na mnie wszyskich pięciu czeka pod drzwiami, aż skończę to głupie sprzątanie i pójdę się z nimi bawić.

Bardzo lubię to stado, jego zmienną dynamikę. Lubię jak potrafią bez agresji rozwiązywać swoje konflikty. Jak 4 dorosłe samce, pomalutku wychowują podrastającego szczeniaka. Jak uczą go, że mniejszy nie znaczy mniej ważny. Jak pokazują mu radości psiego świata. 
Uśmiech nie schodzi mi dziś z twarzy, bo po dwóch dniach obserwacji i lękliwych przymiarek Młody zdecydował się dziś pójść w ślady retrieverów i wskoczył do wanny, żeby się schłodzić w ten upał. 
Muszę pisać, że jak raz mu się udało to powtórzył to 120 razy w ciągu jednego spaceru? :)



wtorek, 3 lipca 2012

zabawa dwóch psów

 
Wczorajszego szaleństwa ciąg dalszy...
Taka zabawa trwa w zasadzie cały dzień. Chwile na regenerację sił dla mnie są prawie niezuważalne. Ja też jestem mało zauważalna :) No może wtedy kiedy zgłodnieją. Kiedy Mazurek zgłodnieje, bo Berga jest niejadkiem. Mazur zatrzymuje się wtedy, zastanawia chwilę i zaczyna szczekać wyskakując w górę na wysokość mojej głowy. To znak, że trzeba przerwać zabawę na jakieś 2 godziny potrzebne na strawienie posiłku i będą gotowi zaczynać od nowa :)

poniedziałek, 2 lipca 2012

Szalona zabawa

To jest Berga, moja primadonna. Gdy jej się nudzi jej wycie potrafi poderwać umarłego.
A to jest Mazurek, czarna wyścigówka. Gdy już się oswoi potrafi "dać całusa" stojącemu człowiekowi.
 
Jak zmęczyć takie 2 potwory? Dać im bezpieczną przestrzeń, cały dzień i siebie nawzajem.
Tak wygląda szaleństwo :)
 



środa, 13 czerwca 2012

Jak pies z psem

Borek znów się dziś wykazał.
To najlepszy pies socjalizujący jakiego znam. A nie wygląda. Wygląda jak bandzior. Srebrno płowy pręgowany pit bull, jasne oczy wpatrujące się swidrująco w człowieka. I tak się gapi i tylko wyczekuje na ten jeden krótki moment nieuwagi, który pozwoli mu na skok i ... polizanie nieuważnego człowieka w ucho!
Dziś poszło mu łatwo - uszy Franka są jednak sporo niżej niż moje. Zabawa trwała póki Franek nie zdecydował "Ciociu, może już dość, mam bagno w lewym uchu!"
No i tyle było Borkowej nagrody.
Ale nagroda warta była wcześniejszej pracy z Luną.
Luna jest niezsocjalizowana. Taki trochę półdzikus. Wyjście na spacer to zawsze kilka minut oczekiwania aż zdecyduje się podejść do progu boksu, przekroczyć go, podejść do mnie, obwąchać, dać się dotknąć, zapiąć na smycz i dopiero możemy ruszyć.
Sam spacer też frajda średnia, bo mała suczka ciągnie na smyczy jak porządny traktor. Na spacerze za dużo jest wrażeń więc smakołyki stają się nieinteresujące. Ja jestem na zewnątrz mniej groźna, ale bez spoufalania się.
Poszłyśmy więc na wybiegi - nie za duża, bezpiecznie ogrodzona przestrzeń - z linką treningową sunia przynajmniej może się trochę wybiega. Ale nic, ja na jednym końcu, ona na drugim, piłeczka nie, smakołyki nie, niezwracanie uwagi też nie pomaga. Nie dam rady sama, idę po Borka.
Podbiegł do ogrodzenia, przez płot zaprezentował wszystkie możliwe ukłony, bicie łapami o ziemię, tańce z ogonem, lizanie po pysku i każdy inny sposób powiedzenia "fajna jesteś, bawmy się". Luna te karesy przyjęła z zainteresowaniem, a nawet entuzjazmem, więc otworzyłam furtkę.
Borys ruszył galopem, Luna za nim z warkotem, ja się przygotowuję, żeby jedno łapać, ale jak tylko Luna dogoniła mojego "Bandytę" ten wywalił się kołami do góry i w tej pozycji merda ogonem. No to suczysko ostatecznie zaufało, pac łapami o ziemię i zaczęła się ganianka. Borek zwiewa, Lunka goni, ogony i jęzory powiewają na całych wybiegach.
Ja sobie siadłam w kącie i nie przeszkadzam. Czekam aż się zmęczą i liczę na Borysa. No i się nie przeliczyłam. Jak tylko się zdyszał przytruchtał na pieszczoty i się naprasza na drapanie i tu i tam i przytulić i wsadzić wielki pysk pod pachę i wleźć na kolana i wszystko.
Nie minęło 5 minut gdy poczułam, że pod rękę pcha mi się drugi pysk :), i niucha, i się nie odsuwa przy głaskaniu, nawet jakieś smakołyki pochłania.
Dzięki Borek, znów ułatwiłeś mi pracę :)
Dziś cały dzień pada więc tylko stare zdjęcie Borka z poprzednią jego podopieczną Lorą. Czy to wielkie psisko nie wygląda przy niej jak filigranowy psiak?