Pokazywanie postów oznaczonych etykietą labrador. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą labrador. Pokaż wszystkie posty

piątek, 28 września 2018

Labrador i golden retriever

Grupa VIII - Aportery, płochacze i psy dowodne
Sekcja 1 - psy aportujące
Retriewery, Drogi Czytelniku, zeżrą Cię razem z butami, wiecznie musisz im wyciągać coś z oślinionej paszczy - a to piłeczka utknie w przełyku, a to abażur im się prawie zmieścił do ryją, a to woreczek 5 kg karmy ciut utknął. Do tego wpakują się w każdą plamę wilgoci poczynając od kałuży, przez świeży szczoch koleżki, a kończąc na lekutko rozpłyniętym lisie, który jeszcze tydzień temu całkiem normalnie chodził.
No i zostawiają lepki osad na palcach.
To w skrócie, który pozwolę sobie rozwinąć.
Opis twierdzi, że  to typ wyżłowaty... No zgaduję, że wszystkie wyżły, które to przeczytały są śmiertelnie obrażone. Zgodnie z modami typy się zmieniają, ale zwykle jednak rządzi baryłkowaty, amstafowaty i prośkowaty.
Nazwa pochodzi od angielskiego czasownika "to retrieve" (przynosić), wszystkie opisy zachwalają "miękki pysk" umożliwiający aportowanie z wody itd. Czytać to należy w ten sposób, że miękki pysk, to lekko zwisający obśliniony fafel, a retriver w tymże oślinionym pysku zawsze coś ma. Żarcie, piłeczki, zabawki, smycz, Twoje kapcie, drugie śniadanie dziecka sąsiada, rękawiczkę teściowej, cudze żarcie, wyjściowy pantofel Twojej żony, Twoje żarcie, zabawkę, ukochaną Twojego dziecka... A jeszcze nie wyszliśmy za drzwi, a w parku są inne rzeczy, które można z powodzeniem brać do ryja, jeśli jest się retrieverem. A i aportuje do upadłego. A Ty, jeśli nie byłeś dość konsekwentny z nim, bo póty będzie na Ciebie darł ryło, aż mu tę piłeczkę tysiąc siedemnasty raz tego dnia rzucisz. Narkomani. Serio. Adrenalina pogoni za łupem uzależnia. A retrivery mają skłonności do uzależnień.

Osławiona "wodoodporna sierść" labradorów rzeczywiście jest wodoodporna. Jest także szamponoodporna. Jest natłuszczona jak słynne, olejowane płaszcze szkockich rybaków. W przeciwieństwie do płaszczy, nie woskiem, tylko łojem. Takim sadłem, które ma to do siebie, że śmierdzi łojem. I jest lepkie. I tłuste. I jak każdy łój trudne do sprania. I kurz się do niego lepi. I z biegiem czasu jełczeje, więc śmierdzi bardziej, a wtedy trzeba wodoodporną i szamponoodporną sierść spróbować namoczyć i wyprać. Miłej zabawy!


 
"Labrador retriever to rasa psów żywiołowych, skorych do zabawy, także z innymi psami."
To prawda, w większości towarzyskie, społeczne i wesołe z nich bestie. Ich szalenie długie okno socjalizacyjne powoduje, że żeby zepsuć pod tymi względami retrivera, to się trzeba nieźle napracować. Myślę, że conajmniej przez pierwszy rok trzymać go w piwnicy bez okien.
Są żywiołowe, wymagają dużej ilości sensownego ruchu i zajęcia. W innym wypadku same sobie tę zabawę wymyślą i żywiołowo przemeblują Ci Drogi Czytelniku ogródek, zwykle wedle jednego szablonu: korzonkiem do góry. To sensowne zajęcie to na pierwszy rzut nauka przywołania i wypracowanie więzi, bo w innym wypadku retriverek jest tak skory do zabawy z innymi psami, że jest całkiem nieskory do zwracania, choćby cienia, uwagi na swego kochającego właściciela zdzierającego gardło od godziny przy skazanych na niepowodzenie próbach dogonienia szczeniaka.
" Stworzone do pracy w wodzie i aportowania" - Każdy cień wilgoci jego. Serio, w zwykłej kałuży da się choćby poliki zszargać, albo można się w niej położyć. Zwłaszcza podczas rannego spaceru, gdy ukochany właściciel, w jasnym, letnim garniturze wyszedł pieska tylko odcedzić przed "bardzo ważnym spotkaniem". Nadmienię tutaj, że kałuże zwykle w małym stopniu składają się z wody. No i są wymione wyżej inne źródła wilgoci.
 


"Potrzebują bezpośredniego kontaktu w pracy z człowiekiem. Dobrze tolerują dzieci."
Potrzebują, w pracy, nie w pracy, jak nie popracujesz, to retriverzy łeb (albo i całą resztę) będziesz mieć na kolanach przez każdą minutę Twojego pobytu w domu. Nie, wyjściowe rajstopki nie przeszkadzają. Za to ujawniają cudowną zaletę labradorzej sierści "jest krótka i wypadając nie tworzy walających się po całym domu kłębów sierści". Nie tworzy, za to wbija się w każdą miękką powierzchnię, obok której labrador choćby majtnął ogonem. Wbija się tak, że doskonale pomaga rozwijać cnotę cierpliwości - każdy włosek z osobna należy chwycić palcami i jeden po drugim i siedemset trzydziestym piątym wyciągnąć.
A właśnie ogon. U retriverów związany ściśle z trzecią powieką. Moment, w którym delikwent otwiera oko jest tym samym, w ktorym ogon zaczyna się majtać. Dość mocno, często interesującą trajektorią. Półki do wysokości 60 cm muszą zostać opróżnione, albo ogon je opróżni jednym zrzutem ślizgowym. Wyższe też możesz już zacząć opróżniać, bo prędzej czy później Twój rozkoszny szczeniaczek się zainteresuje co tam stoi i sam je posprząta.
Last but not least wzmiankowane już żarcie. Największa miłość retrivera. Miłość tak wielka, że gotów jest za nią umrzeć. Żre wszystko i w każdych ilościach, serio każdych, znam gościa, który na jedno posiedzenie opchnął swoją porcję karmy na +/- 2 tygodnie.
"Jedną z cech labradora jest umiejętność zapamiętania miejsca upadku kilku postrzelonych ptaków i następnie zaaportowanie jednego po drugim". Co obecnie przekłada się na umiejętność zapamiętania wszystkich punktów dokarmiania dzikich kotów na osiedlu, a następnie opróżnieniu z żarcia jednego po drugim. Karmniki dla ptaków też się kwalifikują, bo labers kulą tłuszczową, czy okruchem chleba nie wzgardzi. Również kocie i ludzkie toalety pod chmurką mogą się na mentalnej mapie laba znaleźć. Słynną jest już historia, o tym jak podczas ćwiczeń psów poszukiwawczych ekipa popiła potężnie i następnego dnia, siedzącego w gruzowisku, pozoranta zemdliło. Poszukiwawcze labradory odnazły go sprawnie i zamiast od razu sygnalizować do przewodnika, zabrały się najpierw za sprzątanie... Czy ja już wspominałam o tym, że retrievery są "całuśne"? Bardzo lubią lizać, także ludzi, także po twarzach...




poniedziałek, 3 września 2012

Tylko zdjęcia

Końcówka wakacji to w hotelu okres bardzo wytężonej pracy. Stąd "cisza w eterze". Dziś też brak mi już siły do napisania czegoś konkretnego. Ale dziwisz mi się? Nawet Fizio i jego kradziony misiek po takim dniu padli.
 


















sobota, 18 sierpnia 2012

Szczeniak w hotelu

Zostawienie malucha w obcym miejscu zawsze budzi niepokój. Ale jeśli się przekonasz, że miejsce i ludzie są dobrzy, że otoczą Twojego szczeniaczka troskliwą opieką, to taki pobyt może być dla szkraba fantastyczną przygodą socjalizacyjną.
Na razie przedstawię tylko moje "domowe przedszkole" z tegorocznego lata.

Tak wyglądał Rocky w maju, gdy zasłużył sobie na przezwisko Waciak.
Mała puchata kuleczka, która mieszkała z nami w domu, dreptała za człowiekiem krok w krok i płakała rozpaczliwie z samotności po 5 minutach za drzwiami łazienki.
A tutaj kuleczka, w połowie sierpnia - wyrasta na całkiem fajnego urwisa :) Często wybiera psie towarzystwo zamiast ludzkiego, a jak się zmęczy maszeruje do swoejgo boksu i tam zasypia bez żadnych psich smuteczków.
Cztero i pół miesięczny Aslanek, w połowie lipca,  to było takie troszkę nieśmiałe bebiko.

W tym samym czasie Diego, rówieśnik Aslana wyglądał jak pluszowy miś.

I obgryzał Aslanka jak chciał. Mimo, że siły były wyrównane, goldenik w oddawał pole labradorkowi.
Teraz Diego wygląda już jak całkiem przystojny psiaczek.

Aslan też nabrał wiary w siebie, hartu ducha i masy.

Przerósł Diego i teraz nie daje już sobie w kaszę dmuchać, a nawet potrafi sobie poradzić z dużo większym od siebie Arolem.
Tym razem do stadka dołączył Arol, nazywany Lolkiem. Choć wychowany w domu z Bernardynką, nie bardzo wiedział jak się zachować w grupie, stadzie. Jak sobie radzić z rówieśnikami mimo, że jest od nich zdecydowanie większy.
Jego pierwszym przewodnikiem po krainie szczeniacko-stadnych zabaw został Omar. Omarek, ma już ponad 8 miesięcy, jest duży, klusiowaty, bardzo zrównoważony i dojrzały jak na swój wiek. 
Pięknie więc maluchom pomaga się zaadaptować w hotelu. Panowie na tych zdjęciach: Arol 6 miesięcy - pierwszy pobyt w hotelu, Aslan 5 miesięcy - trzeci pobyt w hotelu, Diego 5,5 miesiąca - drugi pobyt w hotelu, Omar 8 miesięcy - trzeci pobyt w hotelu.
Wszyscy czterej bezproblemowo funkcjonują w dużym stadzie psów. Dorosłe, zrównoważone psy uczą smarkaczy komunikacji i zasad psiego savoire vivre'u. Pokazują im uroki wspólnych zabaw i eksploracji terenu. Maluchy przez naśladownictwo uczą się funkcjonować w nietypowych, hotelowych warunkach, podstawowych komend, akceptacji opiekunów i kenelu. 
Duże psy, śpiące za ścianą, czy biegnące obok w nieznanym terenie dają im poczucie bezpieczeństwa i bycia częścią czegoś większego - stada.
 

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Psie stado


Psie stado na spacerze.
Część znanego Ci już boys bandu.
Tym razem chłopcy pokazują się w kwartecie monochromatycznym - wszystkie odcienie od kości słoniowej do starego złota.
Jest Mac mieszaniec golden retrievera i Kubi whippet. Dwaj bracia mieszkający w jednym domu.
Do tego dwa labradory większy i ciemniejszy Hector (ten który się odchudza) i Maks - lżejszy, jaśniejszy, jedyny niekastrowany w tym stadku.
Dlaczego znów Ci ich pokazuję?
Bo znów odbyłam nie wiem ile spacerowych rozmów zaczynających się pytaniem "pies czy suka?".
Mit, że tylko pies z suką się dogada, i że się dogada trwa dzielnie na pozycji.
Ja zawsze odpowiadam dość przewrotnie - suka, więc jeżeli Pana/Pani to pies to się nie będą bawić.
Co zresztą prawdopodobnie się sprawdzi.
Owca wyjątkowo nie lubi namolnych samców zaczynających znajomość od bezpardonowego wsadzania nosa pod ogon.
A nieśmiertelne pytanie to zadają chyba głównie właściciele niekastrowanych psów. W stadzie na zdjęciach jedyny niekastrowany Maks ma wyjątkowo zrównoważony temperament i bardzo stoickie podejście do życia. Póki nikt go nie zaczepia to nie widzi powodów do specjalnego interesowania się psami. Jak ktoś go zaczepia, to znaczy, że należy zabrać swój patyczek i udać się w spokojniejsze miejsce.
Pozostali trzej panowie od czasu do czasu urządzają sobie sparingi. Mac z Hesiem w zapasach, Mac z Kubim w ganiankach. Hector i Kubi nie interesują się sobą przesadnie.
Wszystkie ich przepychanki, mimo, że mają na celu ustalenie takich kwestii jak np. czyj to jest patyczek, albo kto stał pierwszy w kolejce do głaskania obywają się bez agresji. Nie wymagają ingerencji człowieka. Czasem pada moje krótkie znudzone "Panowie dość", zazwyczaj w stronę duetu Mac i Kubi.
Potem następuje absolutnie zgodne wylegiwanie się bok w bok, albo nos w nos,
wycieczki do "Szwajcarii" - miska z wodą to ich terytorium neutralne i inne zabawy, a czasem powrót do Macowo-Hesiowych zapasów.
Jest jeszcze parę takich spacerowych, socjalizacyjnych mitów, które zawsze mnie zadziwiają: nie dogada się mały z dużym, czarny z białym etc. Ale to może już innym razem z innymi zdjęciami.

Na koniec mój absolutnie ulubiony mit spacerowy jak pies ma łaciate podniebienie, to jest agresywny - tu odrobina sarkazmu - oczywiście, ponieważ układ pigmentacji na skórze i błonach śluzowych ma zasadniczy wpływ na temperament! 












poniedziałek, 23 lipca 2012

Spa dla psa

Ciąg dalszy tematu kąpielowego.



Różne rzeczy można znaleźć także salony spa dla psów. Moi pensjonariusze pozazdrościli, jak widać, kolegom spędzającym wakacje w innych ośrodkach i zażyczyli sobie wprowadzenia dodatkowych zabiegów dla zdrowia i urody. Na filmie Maxa, korzystająca z biczów wodnych :) Przyznałam jej rację, że powinny się znaleźć w jej pakiecie wczasów odchudzająco-socjalizacyjnych.

Maxa, co mogłeś zobaczyć już na wcześniejszych zdjęciach, pilnie nadrabia zaległości w socjalizacji z innymi psami. A przestrzegając diety i trenując zawzięcie pogonie za koleżkami, skoki do wanny oraz inne dyscypliny sportowe pomalutku traci nadprogramowe krągłości :)

Psy i kąpiel

W ukochanej mojej książce z czasów dzieciństwa Puc, albo Bursztyn zostaje przez Katarzynę schańbiony kąpielą w mydlinach. Jedynym honorowym wyjściem z tej sytuacji jest w jego opinii wytarzanie się w zgniłej marchewce. Nawet jeśli nie znasz "Puc, Bursztyn i goście", to mając psa na pewno przeżyłeś niezapomniane chwile związane z psim pojęciem czym powinna być kąpiel :)

 Mnie na szczęście, na zamkniętym terenie, nie często spotykają jakieś bardziej pachnące niespodzianki, ale jak już to na całego - po włamaniu łosi na teren musiałam wyprać 9 z dwunastu psów w hotelu! Jacky był zbyt dystyngowany na takie pomysły, Owca jest odwoływalna, a Donat, pies myśliwego był skupiony na pracy węchowej, a nie na małych psich przyjemnościach ;) Wszyscy pozostali zaliczyli gruntowne pranie futra.
Najlepszą wersją kąpieli jest oczywiście ta w bagnie. Tu Bobik i Mimka (oficjalnie Dobi i Imka)

Prawie wszyscy z niej korzystają, pojedynczo i kolektywnie - Lora w towarzystwie Borka i Emi.

Niektórzy próbują na morsa nawet wtedy gdy bagno zamarza. Ale skoro nie udało się Lolce, to mniejsi nie mają szans.



A wyglądają po tem, no cóż... niewyjściowo :/ Tutaj Guciuś w kamuflażu.
Bardzo atrakcyjna jest też wanna na podwórzu. Bobik nie lubi się nią dzielić z kolegami.

Szczególne upodobanie żywią do niej wszystkie retrivery. Burbon mógłby w niej zamieszkać, gdybyśmy tylko mu pozwolili.

Z tym, że najfajniejsza jest wtedy, gdy naniesie się już do niej wystarczającą ilość piachu, by woda zgęstniała do konsystencji okładu borowinowego :/ Bruś się tapla, a Gapa się brzydzi.
Niektórym się trochę myli i uważają, że okłady borowinowe robi się z borówek. Tutaj Osman farbuje się na modny wśród starszych pań fiolet.

Burbon wyciągnięty z wanny nie pogardzi też kąpielą na sucho w leśnym poszyciu, piachu, trawie...

Ronny nie przepada za szorowaniem jego delikatnego, wacianego futerka wybiera więc zazwyczaj kąpiele słoneczne. Ale jeśli zajdzie taka potrzeba grzecznie zgadza się na wszystkie operacje szamponowe.

Kubi, chętnie korzysta z wanny, ale w przeciwieństwie do labersów życzy sobie by woda była czysta. Przecież nie można myć piłeczek w brudnej wodzie!

Mistrzem w znoszeniu mycia futra jest Brioche. Jego alergiczna skóra jest często podrażniona, a przetłuszczająca się sierść wymaga starannej i przemyślanej pielęgnacji.

Pewnie byłoby trudniej, gdyby nie jego wielka miłość do zabawek.

Wystarczy kocia piłeczka z dzwonkiem w środku i mały zuch nawet nie zauważa kiedy mija 5 minut mydlenia futerka :)


Ciut bardziej serio - ph psiej skóry różni się od ludzkiej, nie próbuj więc korzystać z metod Katarzyny. Nasze mydło i inne kosmetyki psu mogą zaszkodzić, a na pewno ich zapach go zniesmaczy, co skończy się poszukiwaniem czegoś co zabije wstrętny odór zielonego jabłuszka.

c.d. nastąpi